Otwarta walizka leży na podłodze jak wyrzut sumienia. Powinnam naszykować jakieś ciuchy, coś przeprasować i zacząć ją pakować, bo wyjazd już w tę sobotę bardzo skoro świt. A ja wolę pisać, bo do pakowania jakoś nie mam serca. Nie czuję tego urlopu, brakuje mi tych "motyli w brzuchu" i radości ze spodziewanego odpoczynku... Przełożyli nam lot powrotny, o 12 godzin później. I samolot zamiast lądować koło 18.- ląduje w Polsce o 6. rano dnia następnego. Dokładnie tego, kiedy absolutnie MUSZĘ już być w pracy od 14. W domu będziemy pewnie koło 9. rano, na drzemkę szanse mizerne... Będę jak zombie... Po wymeldowaniu się około 12. z pokoju mamy przed sobą około 12 godzin tułaczki po hotelu, transfer pewnie około północy, nieprzespana noc... Chcemy odpłatnie przedłużyć dobę hotelową ale wiem, że nie zawsze jest to możliwe. Może ten fakt też mnie gasi... Cały odpoczynek pójdzie się paść przez podróż powrotną... Do tego mąż poważnie zastanawia się nad wzięciem kul do podpierania się. Bardzo prawdopodobne absolutne zero zwiedzania... Ta operacja naprawdę staje się coraz pilniejsza. Dobrze, że to już będzie szybko...
I hotel (cały kierunek) i termin cały czas jest jeszcze dostępny. Żeby tylko nie odwołali nam wakacji w ostatniej chwili ze względu na brak zainteresowania i niezapełniony samolot... Co się ostatnio niestety zdarza...
Takie "drobiazgi" mogą skutecznie popsuć urlop, znam to, my z kolei byliśmy jak zombie w drodze do...aż dziw, że ominęła mnie migrena.
OdpowiedzUsuńTrzymam jednak kciuki, by wszystko poszło dobrze!
zapomniałam się podpisać - jotka
UsuńKciuki też trzymam za powodzenie wyprawy i za zdrowie!
OdpowiedzUsuń