Odkąd pamiętasz- przychodzi Pacjentka. Jakieś 3 lata starsza od Ciebie. Odkąd pamiętasz- walczy z nadwagą. Diety, suplementy, dietetycy, gimnastyka. Wygląda potężniej niż Ty, więc pocieszasz się, że nie jest z Tobą aż tak źle. Jakoś wczesną jesienią mówi, że zmieniła dietetyczkę i że chyba coś w końcu drgnęło, bo ubrania zrobiły się luźniejsze.
Potem nie widzisz Pacjentki 4 czy 5 miesięcy. Ot- nie składa się, nie trafia na Twoją zmianę, zdarza się. Gdy w końcu przychodzi- trafia do Twojej Koleżanki, bo akurat jest kolejka. Efekty odchudzania widać, ale nie możesz pogratulować Pacjentce wytrwałości, bo obsługujesz inną osobę. Zresztą- zaczynasz coś podejrzewać, bo kobiety jest połowa tego, co było... Pytasz Koleżankę...
- Nie wiedziałaś? Ma nowotwór. Dowiedziała się trzy tygodnie temu.
Więc to nie dietetyczka, tylko choroba. Najpierw entuzjazm, że dieta działa, potem radość, że działa dalej i przynosi efekty. A gdy orientujesz się, że to nie dieta- choroba zdążyła już poczynić spustoszenie... Niby coś świtało, że to niemożliwe, ale jaka radość, że w końcu się udało! Czy jest za późno? Tempo w jakim się to dzieje mówi, że choroba jest zaawansowana...
Może gdyby się nie odchudzała- wcześniej zapaliłaby się jakaś lampka, że coś jest nie tak?
Przestaję nawet myśleć o odchudzaniu... Będę ograniczać słodycze, będę w miarę racjonalnie się odżywiać, ruszać się na ile pozwolą mi stawy- ale to tyle. Moje BMI- niestety- przekroczyło 30. Trudno. Coś muszę zrobić, ale nic na siłę...
Przeraziłam się... W niecałe pół roku- na visus- minus 30 kilo, jeśli nie więcej. Chociaż mówi się, że właściwe tempo odchudzania- to kilogram na tydzień. Ale to chyba w początkowej fazie, potem wolniej.
Pacjentki jest połowa tego co było, jeśli nie mniej. Za szybko...
O qrcze... A ja właśnie na diecie warzywnej. Fakt, że nie planuje długo, tylko tak na start, na przepłukanie i oczyszczenie jelit, a potem chcę żyć właśnie bez słodyczy i zbytecznego podjadania. Czasem też myślę, że nie powinniśmy się ograniczać, bo może przyjść taki dzień w którym padnie diagnoza i wszystko się zmieni. Ale jeśli człowiek źle się czuję w tym dużym opakowaniu to powinien starać się je zmniejszyć.
OdpowiedzUsuńDlatego moja babcia mawiała, że jak ktoś szybko chudnie, to cos musi być na rzeczy... 3 kilogramy na miesiąc to maks, później metabolizm i tak zwalnia.
OdpowiedzUsuńKiedy zaczęłam czytać, pomyślałam, że odniesiesz się do ozempiku. Jestem przerażona zjawiskiem.
OdpowiedzUsuńKilku moich bliskich jest albo po chemii albo w trakcie. Nie jest to budujące.
Nie odniosę się. U nas też jest szał, nie tylko na oz... Szczególnie wśród lekarzy oraz "krewnych i znajomych Królika", bo oczywiście te preparaty przy mocno ograniczonej dostępności są tylko dla wybranych. Szefowa od stycznia jest na Sax... Podobno efekt jest, ale ja różnicy nie widzę... Zastanawia mnie- co potem? Przecież tego nie bierze się do końca życia...
UsuńPrzykro... Moja sąsiadka ursynowska też się ucieszyła, że wreszcie schudła... Już jest za Tęczowym Mostem razem z Perełką, swoją sunią...
OdpowiedzUsuńPostanowiłam ograniczyć cukier, tak robię pomału i zaczęłam się ruszać. Znalazłam filmiki na YT, spodobały mi się (Imi, Japonka) namiary u mnie na stronie. Tyle w kwestii odchudzania.
Trzymaj się:)