środa, 28 października 2020

47/2020

 

Właśnie skończyłam czytać książkę.  W sumie nic nowego. Akurat dorwałam plik w księgarni z ebookami w duuużej promocji. Tylko że po tej lekturze mam odczucie, że nie mamy państwa z dykty. Nawet nie z kartonu. To jest państwo zbudowane z mocno zużytego papieru toaletowego. Niestety...

A o czym mówię? W sumie żadna nowość. Przeredagowany zbiór reportaży z onetu na temat pandemii, ukazujących się na tym portalu od marca do lipca bieżącego roku. Wtedy na gorąco autorzy obnażali ignorancję, wytykali błędy... Od tamtego czasu nie zmieniło się absolutnie NIC. Mało tego, chce się krzyknąć- "Lipcu, wróć ze swoim poziomem zachorowań!". 600-700 na dobę? Przy dzisiejszych prawie 19 tysiącach?

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(okładka z portalu "Lubimy czytać")

 

Książkę odebrałam bardzo osobiście i emocjonalnie. Może dlatego tak mną wstrząsnęła. Bo... znam niektóre osoby w niej opisane, jedne mniej, inne bardziej... Dlatego wzięłam się za taką a nie inną lekturę... Bardzo prawdopodobne, że jedną z opisanych bohaterek spotkałam bardzo wczesnym rankiem jeszcze w marcu na ulicy... Młoda dziewczyna w samochodzie na "obcych- dalekich" numerach pytała o drogę do szpitala. A w samochodzie dostrzegłam bluzę z napisem "ratownik medyczny". Ta która chciała pracować jak najdalej od domu? Znam opisanych w książce lekarzy, znam niektóre sytuacje z opowiadań bezpośrednio "z pierwszej ręki", znam okolice...  Bałam się wtedy chyba jeszcze bardziej niż teraz... Mimo, że zakażeń mamy coraz więcej. Wczoraj w rozmowie ze znajomą pielęgniarką dowiedziałam się, że jeśli przychodnia w której pracuje kieruje kogoś na test, to wynik w ponad 90% przychodzi- niestety- dodatni...

Niektóre opisane sytuacje wręcz odbierają mowę. "Jak tak można???" chce się krzyczeć... Najgorsze jest to, że wtedy było źle, a teraz?  Nie wiem, co może nas uratować...

============================================

Starszy siedzi w stolicy, Młodszy pojechał dzisiaj, obaj idą protestować. Wczoraj rozmawiałam z Młodszym. Boję się, żeby w obecnej sytuacji epidemicznej czegoś nie złapali i nie przywlekli. Ale- NIE WOLNO MILCZEĆ!!! Ich to dotyczy jeszcze bardziej, niż mnie.

Co ma być, to będzie. Nie mogę - i nie zamierzam- bronić im pójścia na demonstrację. 

I jestem dumna ze swoich dzieci. 

 

6 komentarzy:

  1. Wszystko działa w oparciu o prowizorkę, dobrą wolę i poczucie obowiązku. A władze bawią się tematami zastępczymi. Jestem, zmęczona, zniechęcona i zniesmaczona tym, co się wokół nas dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta pandemia jeszcze nie raz nas zadziwi. Wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która opowiedziała, w jak nie frasobliwy sposób zostali zakażeni teściowie jej córki - lekarze. Z winy pacjentów oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ręce opadają. Ciemnogród ? Głupota? Perfidia? 3 x TAK.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też jestem dumna z moich dzieci. I z twoich dzieci też :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Pandemią covidowej, polityki, protestów i całej tej państwowej prowizorki to mam po dziurki w nosie. Marzy mi się spokojne życie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Żywię się tylko nadzieją, że to wszystko minie. Jak wszystko.
    Dużo zdrowia i cierpliwości!

    OdpowiedzUsuń