Nareszcie mam takie święta, o jakich zawsze marzyłam. Bez spiny, ŻADNYCH GOŚCI i rewizyt, prawie bal piżamowców... Wyłącznie nasza czwórka...
Szkoda tylko, że nie z wyboru, a z powodu z góry narzuconych okoliczności, które kumulowały się w moim przypadku od stycznia...
Cieszmy się tym, co mamy. Tak mocno, jak tylko to możliwe.
RADOSNYCH ŚWIĄT!!!
My we dwójkę, prowiant jak zwykle, dojadamy tort urodzinowy męża, jemy mniej, bo ruszamy się mniej.
OdpowiedzUsuńOdpoczynku i nadziei:-)
Luz, blues u mnie także, tyle tylko, że solo! Nie robię nic!
OdpowiedzUsuńZdrowia dla Was życzę!
I ja się przyłączam do tych co nic nie musieli i robią w święta to co chcą:)
OdpowiedzUsuńPowodzenia, także i po świętach:)
Dzisiaj śniadanie zjedliśmy z mężem po 12, a potem opalaliśmy sie na leżakach na balkonie. Takie święta to lubię!!!
OdpowiedzUsuńTak, tezctak pomyslalam przez chwile, że troche nie tak mialy wygladsc te moje swieta bez swiat, co to zawsze chcialam je mieć...
OdpowiedzUsuńZdrowia i spokoju!
Ja też lubię spędzać czas z rodziną :)
OdpowiedzUsuńByło świąteczne śniadanie, a potem grillowanie i opalanie.
Dziś do pracy - koniec laby ;)
Nie chcę więcej aż tak spokojnych świąt,nuda i tyle.
OdpowiedzUsuńJa też, ja też tak miałam w tym roku! Gratulacje i buziaczki
OdpowiedzUsuń