poniedziałek, 4 listopada 2019
80/2019
Jeszcze króciutko, wrażenia po lekturze. Na gorąco. Potem mi uciekną, mogę w ogóle nie mieć weny twórczej na opisywanie... Mogą być spojlery...
Skończyłam "Pokrzyk" Puzyńskiej. Czytało mi się bardzo ciężko, może również przez życiowe okoliczności zewnętrzne. Dość, że myślałam, że nie przebrnę przez środek. Scena kolacji w dworku w Leźnem według mnie- za bardzo poszatkowana i rozwleczona. Taki był zamysł autorki, niemniej... nie musi mi się podobać... Motyw klauna taki trochę "od czapy". Nadal do końca nie wiadomo, co z Klementyną. Dalszej relacji Daniel- Weronika nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jeśli na starcie jest tak, to dalej już tylko równia pochyła... do prywatnego piekła każdego z bohaterów?
No i końcówka... Szokująca bardzo, dająca straszną niecierpliwość oczekiwania na kolejny tom. Czego bohaterka "dotknęła", że tak się to skończyło? Moim zdaniem namiesza niejaki Junior Kojarski... Ale to tylko moje zdanie...
A teraz już znikam. Dziękuję Wam za słowa wsparcia, są mi w tej chwili bardzo potrzebne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wspieram tym bardziej.. chociaż tak wirtualnie, ale dobre myśli lecą. Trzymaj się.
OdpowiedzUsuńSkoro słowa wsparcia potrzebne, to tym bardziej trzymam kciuki...
OdpowiedzUsuńJa tu się zasadniczo nie odzywam, ale czytam od dawna... Będę pamiętać.
OdpowiedzUsuńPodobno Ciepłe i Puchate zawsze się przydaje, to przesyłam w pożądanych ilościach.
OdpowiedzUsuń