Myślę, ze daleko mi do matki- kwoki, która boi się wypuścić dziecko spod skrzydeł. Szczególnie w stosunku do Młodszego, który przyzwyczaił nas już do tego, ze ma własne życie. I łańcuchem do kaloryfera się go nie uwiąże. Oczywiście, mam jakiś tam niepokój, kiedy idzie na całonocną imprezę. Ale normalnie kładę się spać i zasypiam, i nie chodzę od okna do okna wyglądając kiedy wróci.
Ale dzisiaj jest spektakularny dzień.
Młodszy pojechał zakwaterować się w akademiku.
Czyli- drugie i ostatnie dziecko mi się wyprowadza z domu.
Nieważne, że pojechał tylko "oznaczyć teren" i po południu wraca, bo jutro wybywa z kumplem gdzieś w Polskę na imprezę do dziewczyny poznanej na wakacjach. A tak naprawdę rozpoczęcie studiów jest w poniedziałek.
Na "syndrom pustego gniazda" raczej cierpieć nie będę. To raczej ulga, że już naprawdę nic nie muszę (głównie gotować). A Młody zapowiedział, że na weekendy i tak będzie przyjeżdżał. Do czasu? Ale i Starszy często zagląda...
A- jeszcze wczoraj odbyliśmy z Młodym "rozmowę asekuracyjną": "Bo jak mi się w tym akademiku nie spodoba i nie będę potrafił tam mieszkać i się uczyć- to będę mógł się wyprowadzić do kolegi, który wynajmuje mieszkanie? I nie będę MUSIAŁ tam mieszkać?"
Ech...
Pamiętam, jak sama się cieszyłam, jak dostałam akademik. Dla mnie wtedy to była jedyna opcja. O wynajęciu mieszkania ze względów finansowych mogłam zapomnieć. A naprawdę BARDZO chciałam się już wyprowadzić z domu...
Ale myślę, że to nie akademik będzie problemem. Tylko ogólny "rzut na głęboką wodę".
Jakoś to będzie :)
Jak ten czas leci, niedawno czytałam o twoich małych synkach.
OdpowiedzUsuńDobrze będzie; jak wyfrunie, to Ci ulży. Nie jestem fanką akademika, mieszkało mi się tam okropnie i uciekłam:) Ale może teraz jest w akademikach inaczej niż wtedy.
OdpowiedzUsuńJa akademika nie dostałam, wynajmowałam pokoje...
OdpowiedzUsuńMój syn z kolegami wynajął w Poznaniu mieszkanie, wyszło taniej, niż za akademik, taka okazja.
Przyjeżdżał często, póki nie poznał dziewczyny, dziś to jego żona:-)
Starsza rzuciła sie na głeboką wodę i do domu za czesto nie przyjeżdżala, natomiast Młodsza kiedy tylko mogła przez cały okres studiów.
OdpowiedzUsuńMnie brakuje córek, wspólnych rozmów, żartów, spacerów z Młodszą, szczególnie, że jest skrytą osobą i teraz, kiedy mieszka z nowym chlopakiem i pracuje daleko, mało rozmawiamy.
Powodzenia Tobie, bo jednak to już inaczej będzie i synowi, żeby był zadowolony i żeby studia mu szły jak z płatka:)
OdpowiedzUsuńKażdy medal ma dwie strony, będą chwile ulgi i chwile tęsknoty, tak już jest. Niech się Młody odnajdzie w nowej sytuacji jak najlepiej, zaczął kolejny etap życia... oj, pędzi ten czas. Moja świeżo upieczona licealistka smuci się, że dzieciństwo ma już za sobą i chciałaby czas cofnąć. Mówiąc szczerze ja też, do chwili kiedy była małą wnusią moją kochaną...
OdpowiedzUsuńNajtrudniejsze są te tzw. pierwsze razy: pierwszy samodzielny wyjazd, pierwsza dziewczyna...i inne. Potem się człowiek przyzwyczaja.
OdpowiedzUsuńPowodzenia! :)
Okazuje się, że wyjazd dziecka na studia może być trudniejszy dla mamy niż dla dziecka ;) Ja nigdy nie mieszkałam w akademiku, za to moja siostra żeby trochę się poczuć studencko na koniec - wprowadziła się tam na ostatnim roku studiów ;)
OdpowiedzUsuńPlanuj co bedziesz robic, gdy juz sama zostaniesz:)
OdpowiedzUsuńPewnie, że jakoś będzie. I dobrze będzie, bo progenitura będzie bardziej tęsknić za rodzinnym ciepełkiem, jak już sie troszkę z wolnością oswoi. A Amerykanie mówią, że życie zaczyna się, kiedy dzieci skończą studia i umrze pies. I coś w tym jest :-)
OdpowiedzUsuń